TYGODNIK KRĄG Nowa Sól - Hormon w dźwiękach: dawkować często!
red.Wojciech Olszewski Czwartek, 10 lipca 2008,
Gorąco przyjęci podczas "Święta Solan"" nowosolanie tworzący grupę Hormon planują nagranie debiutanckiej płyty.
Tworzący tę grupę pop-dance Małgosia Domerecka, Henryk Domerecki, Tomasz Sienicki to wokaliści występujący dla nas od lat.
Poznajmy ich bliżej...
Lata osiemdziesiąte.
Heniek gra w zespole rockowym "Ludzie Wschodu", Tomek śpiewa w sekcji wokalnej u Grzegorza Makowskiego, Gosia śpiewa w grupie wokalistów u Stanisława Kowalskiego w domu kultury.
Wszyscy się od czasu do czasu widują, lecz nie znają.
Losy ich zwiąże po latach Hormon.
***
- W przerwach w zajęciach biegłam na górę do sali prób starszych kolegów.
Popatrzeć jak grają.
Bardzo mi się wtedy to podobało - wspomina Gosia.
Wtedy nie zwróciła uwagi na to, że w zespole akurat gra Heniek.
Mija kilka lat.
Gosia i Heniek zaczynają śpiewać razem w dziś nieistniejącym, przyfabrycznym domu kultury "Odra".
Nazwy zespołu nie pamiętają.
W zasadzie były to różne projekty.
Ale połączyła ich nie tylko muzyka, stali się parą.
Okazało się, że ich ścieżki przecinały się wcześniej już kilka razy.
- Jakiegoś dnia na starej wizytówce, którą dostałam kiedyś od nieznanego mi chłopaka, discjockeya na imprezie, przeczytałam nazwisko Heńka.
To był on?
Zdziwiłam się bardzo - wspomina Gosia.
- Gdy zobaczyłem Gośkę, to mi się spodobała.
Nie powinienem chyba tego mówić, ale założyłem się z kolegą, że będzie moja.
I jest.
Moją żoną! - ożywia się Heniek.
***
Tomek tymczasem znikł z Nowej Soli, w 1993 roku wyjechał z Polski do Belgii.
Śpiewał dalej, ale już zarabiał tym na życie.
Występował dla Polonii.
- Śpiewałem, gdzie się dało, także we Francji, w Holandii, w Luksemburgu, czasem do kotleta, czasem udało przemycić się coś ambitniejszego wspomina.
Do kraju wrócił w 2006 roku.
- Chciałem wrócić, by wciąż żyć muzyką i z muzyki.
To był naprawdę dobry moment, by spróbować pojawić się na krajowej scenie wyjaśnia Tomek.
***
Małgosia i Henryk Domereccy, żyją w Nowej Soli małżeńskimi troskami, urodził im się syn.
W 2000 roku zaczynają jednak w domu nagrywać piosenki.
- Nie chodziło o występy na scenie, raczej nasza pasja znajdowała w ten sposób ujście, gdy pochłonęło nas rodzinne życie mówi Heniek.
- Pierwsza była "Kołysanka" grupy Sumptuastic.
"A ja będę twym aniołem, twą radością, smutkiem, żalem" - nuci Gosia
Nasza wersja spodobała się znajomym i tak rozpoczęły się nasze domowe sesje nagraniowe do szuflady.
W 2003 roku Gosia i Heniek dołączyli do grupy Domino.
Znów zaczęło się śpiewanie na serio.
Wesela, festyny, plenery, zabawianie ludzi.
- Graliśmy wiele, by zarobić pieniądze i spróbować żyć z muzyki, znów mieliśmy kontakt z czynnym muzykowaniem, z ludźmi z widowni opowiada Heniek.
Rzeczywiście Domino, było grupą nowosolskiej publiczności dobrze znaną.
Wtedy też mocno współpracowali z Robertem Kajdanowiczem z Nowosolskiego Domu Kultury przy jego musicalowych koncertach.
Publiczność pokochała głosy małżeństwa Domereckich.
***
To był niezapowiedziany koncert.
Tomek Sienicki przyszedł jednego wieczoru w październiku 2006 r. do Kawiarni Teatralnej.
Chciał posłuchać Marka Dyjaka, barda o niebanalnym głosie.
Dyjak jednak nie dojechał, Tomek przyniósł swojego laptopa z podkładami i zaśpiewał.
Francuskie piosenki Garou, Celine Dion, polskie hity Grechuty, Dżemu, Perfectu, do tego "Niech żyje bal", który szaleństwem przebił interpretację Maryli Rodowicz.
Okazało się, że pojawiła się w mieście niebanalna sceniczna osobowość, obdarzona magnetycznym głosem.
Tomek zaskarbia sobie serca nowosolskiej publiczności kolejnymi koncertami i występami w musicalach NDK.
***
Po kilku latach występów z Domino Gosia z Henrykiem zapragnęli czegoś innego.
Tym marzeniem był własny zespół z muzyką dance.
Autorski projekt, na który będą mieli wpływ od początku do końca.
- Naszym marzeniem było występowanie na scenie, robienie razem czegoś więcej mówi Gosia.
Chcieliśmy zrobić coś profesjonalnego - dodaje Heniek.
Tymczasem na jednym z koncertów reżyserowanych przez Roberta Kajdanowicza poznają Tomka.
- Zauroczył mnie jego głos, potem okazało się, że drzemie w nim niebywała moc i energia.
To sprawia, że chce się z nim współpracować - wspomina Heniek.
Decyzja była natychmiastowa: zakładamy zespół.
- Po powrocie do Polski grałem na weselach, ale to nie było spełnienie moich artystycznych marzeń.
Chciałem coś więcej zrobić ze swoim głosem, tu trafiła się fajna okazja - dodaje Tomek.
- Heniek to piorun, który nie usiedzi w miejscu, Tomek to drugi chłopak z tym specyficznym ADHD, teraz napęd jest podwójny - śmieje się Gosia.
***
Hormon narodził się w 2006 roku.
W wybraniu nazwy pomogli specjaliści od PR z zaprzyjaźnionej firmy.
Dostali zadanie wymyślić nazwę dla grupy pop-dance.
Z trzech propozycji wybrali tę jedną i posługują się nią do dziś.
Dalej działali maksymalnie profesjonalnie obmyślali szczegółowo wizerunek, robili sesje zdjęciowe, opracowywali plakaty i bannery, stronę internetową.
- Promocja to ważna rzecz, by nie zginąć w tłumie - mówią zgodnie.
Szybko przeszli fazę sporów o to, co tak naprawdę będą grać.
- Gosia i Heniek mieli własną wizję, ja chciałem bardziej skierować projekt w kierunku muzyki pop.
Dogadaliśmy się, kompromis to dobra rzecz wyjaśnia Tomek.
- Nie chcemy być szufladkowani jako zespół dance, raczej chcielibyśmy poruszać się w rejonie pop i pop-dance - stwierdza Gosia.
***
Pierwszy rok działania Hormonu to mnóstwo koncertów.
Zaczęło się od udanego debiutu podczas Dni Nowej Soli 2007.
Zaczęli od własnej piosenki o Nowej Soli.
Potem energia nakręcała wszystkich, z każdą piosenką było jeszcze lepiej.
Mimo późnej pory publika chcąca wrócić do domu zawracała.
"Hormonalny" show ubarwił taneczny zespół Gamix Renaty Terlikowskiej.
Zespół Hormon chciał mocno wbić się w świadomość.
Szaleństwa na scenie Heńka i Tomka wyważała Gosia, do tego feeria świateł.
W pewnej chwili pod sceną pojawiła się... para nowożeńców.
Jeden taniec z panną młodą należał do prezydenta Nowej Soli Wadima Tyszkiewicza.
Takiego wejścia na muzyczną scenę sobie nie mogli wymarzyć. - to jeden z najlepszych naszych występów wspominają dziś z łezką w oku.
Do dziś zjeździli z koncertami całą Polskę, grali już nawet w Moskwie i Brukseli.
***
Heniek oznajmia:
- Czas na wydanie płyty! W tym roku.
Kilka coverów w naszych wersjach, kilka naszych autorskich piosenek.
- Chyba raczej w 2009 - poprawia go Gosia.
- Kiedy ty chcesz z tym zdążyć?
Nie damy rady napisać swoich piosenek - powątpiewa.
Właśnie ich syn wrócił ze szkoły ze świadectwem i nagrodami za dobrą naukę.
To wyjaśnia skąd biorą się wątpliwości jakie ma wokalistka Hormonu i mama zarazem.
Rodzina upomina się o swoje prawa.
Hormon poza tym włączył się także w pomoc dla Stowarzyszenia "Tacy Sami".
Organizują imprezy, grają koncerty.
Trudno będzie pracę przy płycie pogodzić z występami, codziennymi obowiązkami i innymi zobowiązaniami.
Widać jednak, że wszystkim trojgu na własnym krążku bardzo zależy.
- Chcemy wbić się w polski rynek, udało się to naszym przyjaciołom, przy ich pomocy nam też się uda.
Fajnie byłoby zaistnieć na tym samym rynku co Stachursky, taką mamy ambicję - twierdzi Heniek.
Siedzi przy komputerze.
Właśnie skończył aktualizowanie strony internetowej.
Kalendarz koncertów do końca sezonu jest szczelnie wypełniony.
Włącza najnowszy utwór, balladę, jeszcze w wersji roboczej.
- Mam na to fajny patent, zrobię to w domu i podeślę ci mp3 - ożywia się Tomek.
- Podoba ci się? - pyta.
Choć nie jestem wielkim fanem takiej muzyki, tupię nogą w rytm.
- Dobre to jest - mówię.
Bo to naprawdę świetny numer.
Poza tym siedzę wśród fajnych ludzi z pasją, których poczynania obserwuję od kilku lat.
A to się udziela.
Trzymam kciuki!
Koncert Biesiadny 2008r

. . . . . . . . . Koncert Komu Piosenkę 2008r
Koncert Kolęd 2007r

. . . . . . . . . . . . . . . Studniówka "LO" 2007r
Koncert Lata 80 2005r

. . . . . . . . . Koncert Winda Do Nieba 2004r
TYGODNIK KRĄG Nowa Sól - I po Dniach Nowej Soli
Poniedziałek, 25 czerwca 2007, red.Wojciech Olszewski
3 dni hucznej zabawy minęły szybciutko.
Obejrzeliśmy wyremontowany port, poszaleliśmy przy muzyce, zapomnieliśmy na chwilę o skrzeczącej czasem rzeczywistości.
Jak było? Chyba dobrze, skoro co dzień stawialiśmy się licznie na imprezach nad Odrą.
A teraz? Będzie co wspominać i odliczać dni do następnego święta mieszkańców Nowej Soli.
Rockowy rozpęd w niedzielę dał zielonogórski 2PU.
Jeszcze niedawno oklaskiwaliśmy ich podczas Spring Rock Festival.
Gorące przyjęcie ich przez publiczność sprawiło, że kapela zagrała raz jeszcze.
Teraz poznała ich jeszcze większa grupa nowosolan.
Nie wiadomo, czy to przypadek, ale odgrywając pośród własnych kawałków cover z muzycznie innej bajki (I can't get you out of my head Kylie Minogue) zapoczątkowali wieczór cytatów z twórczości innych artystów.
Smaczki były całkiem, całkiem.
Bracia Cugowscy zabrali nas na wycieczkę w rockowe rejony.
Ostra jazda niemal bez cienia zwolnienia.
Znamy ich z kilku radiowych przebojów.
Ale ich inne autorskie wyczyny pokazują, że bliżej im do gitarowej ściany dźwięków, które z pasją serwuje Wojtek.
Wokal Piotra ma sobie coś z drapieżności Ozziego pomieszanej z charakterystyczną barwą ojca - Krzysztofa Cugowskiego z Budki Suflera.
Aby nie było łatwo o takie porównania Bracia zapukali do bram tradycji częstując publikę soczystą wersją (Woman in Tokio) z repertuaru Deep Purple.
Oj zadrżało serducho niejednemu pięćdziesięciolatkowi wtopionemu w młodzieżowy tłum.
Andrzej -Piasek- Piaseczny pokazał jak powinien wyglądać zawodowy występ.
Było wiele tańca, wszak artysta proponuje głównie soulowe piosenki, które nie pozwolą tkwić ciałom publiki w bezruchu.
Towarzyszący mu zespół pokazał, że twórczość -Piaska- nie ma nic wspólnego z radiową konfekcyjną papką wypełniającą przerwy między reklamami.
Po nowosolskim koncercie można być pewnym, że tak naprawdę Andrzej Piaseczny jest wprawdzie lubianym, lecz raczej niedocenianym wokalistą.
Z przyjemnością posłuchaliśmy tych jego piosenek, które znamy od lat.
I tych z jego autorskich płyt, jak i z hitowych krążków nagranych z Robertem Chojnackim.
Ale -zastrzelił- nas wysmakowanymi i zaskakującymi coverami. (Freedom) Georga Michaela mieściło się w konwencji, ale (Party) Oddziału Zamkniętego zawirowało już światem, któremu szczęka lekko opadła.
Jak by było mało (Piasek) dobił zaskoczoną publiczność swoją wersją (Zanim zrozumiesz) Varius Manx. Brawo! Czegóż chcieć więcej?
W tym roku sztuczne ognie zastąpił pokaz (Tańczące fontanny).
Podświetlone kolorowymi światłami słupy wody zmieniające się w takt muzyki zebrały brawa, ale słychać było też głosy rozczarowania.
Może gdyby stanęły przed sceną a nie za wałem nad Odrą większa liczba uczestników finału Dni Nowej Soli mogłaby je obejrzeć? A może to pokaz na bardziej kameralne imprezy? Warto było raz zobaczyć i... wrócić za rok do sztucznych ogni.
Nowosolski Hormon dał dance'owego czadu na zakończenie dni miasta.
Zaczęli od własnej piosenki o Nowej Soli.
Hit miasta murowany! Potem było jeszcze lepiej. Kto chciał już wrócić do domu zawracał.
Ich energetyczny show ubarwił taneczny zespół Gamix. 3 bisy! Verba się chowa.
Ktoś ma wątpliwości? Gosiu, Heniu, Tomku wielkie ukłony.
A gdzieś tam nagle pod sceną pojawiła się... para nowożeńców.
Jeden taniec z panną młodą należał do prezydenta Nowej Soli.
Mógł już odetchnąć z ulgą, bo Dni Nowej Soli były udane i bezpieczne.
Jeszcze pamiątkowe zdjęcie i... to już koniec tegorocznego święta miasta.
red.Wojciech Olszewski